Menu

Kobietą jestem i zaczynam dbać o siebie

Kobietą jestem i czas zacząć nią być naprawdę. Cieszyć się z tego kim się jest i pracować nad tym kim chcę się stać. Poznajcie moje przygody, wielkie przegrane i kolejne próby. Oto przedstawiam się Wam JA!

Kolejne wyzwanie – pyszności z restauracji

kobietajestem

Dość długo nie pisałam, ale to dlatego, że jestem ostatnio bardzo zajęta. Im dłużej ćwiczę, tym bardziej moje ciało przyzwyczaja się do treningów i wręcz domaga się ruchu. Zumba, Deep Work, latem bieganie, a teraz jesienią spinning… Cóż, efekty już widać: szczupła sylwetka przyciąga spojrzenia :)

Jestem teraz naprawdę aktywna – ale żeby zachować formę, staram się też zdrowo odżywiać. I tak naprawdę tutaj pojawia się problem, powiedziałabym, towarzyski. Podczas imienin mamy musiałam złamać jej serce, mówiąc, że nie będę jadła tortu i piła kawy z bitą śmietaną. Wróciły do mnie wówczas wspomnienia z wczesnego dzieciństwa: „No jak to, za mamusię nie zjesz?”. Ale mama to w końcu mama, kocha i zrozumie. O wiele gorzej było na imprezie firmowej, gdzie musiałam tłumaczyć szefowi, że jednak podziękuję za suto okraszone pierogi i grzybki w occie. W końcu musiałam wymigać się chorobą żołądka – łatwo nie było.

zupka2

Właściwie najtrudniej jest podczas spotkań towarzyskich w grupie znajomych czy w czasie lunchu w biurze. Pomijam już fakt, że nigdy nie piję napojów gazowanych, nie jem zupek w proszku ani słodyczy, więc znajomi z pracy i tak już dziwnie patrzą na moje wieczne zupy przecierane i bakalie. Unikam również smażonych w głębokim tłuszczu dań, więc na frytki czy chrupki mnie nie namówią. Właściwie niewiele jemy wspólnie, a problem zwiększa się, gdy idziemy do restauracji.

Z jakiegoś powodu kelnerzy w większości lokali zazwyczaj reagują paniką, jeśli zapytamy ich o składniki dania. Może się bowiem wydać, że część dań jest mrożona, sosy są z proszku, mięso jest najczęściej smażone, a wszystko pływa w glutaminianie sodu. Myślicie, że przesadzam? Niestety, osoba na diecie lekkostrawnej może odżywiać się w domu, w jadłodajni dla osób z chorobą wrzodową, w kilku barach wegańskich – ale naprawdę trudno znaleźć prawdziwą restaurację z kuchnią polską lub europejską, gdzie można zjeść coś odpowiedniego.

zupka_2

Najlepsze wrażenia odniosłam po wizycie w restauracji Dzika Kaczka w Zgierzu. Trafiłam tam, gdy razem z przyjaciółmi chcieliśmy coś zjeść po treningu. I tu od razu zaznaczę, że usytuowanie restauracji przy centrum sportu to dobry pomysł. Kelnerzy byli przygotowani na pytania nie tylko o kaloryczność, ale i o skład dań. Wszystkie były świeże, przygotowane na miejscu. I choć musiałam sobie odmówić paru apetycznie zapowiadających się sałatek, bo zawierały wędzone ryby, zasmakowały mi zupa wiosenna i tortellini z ricottą i szpinakiem, które miały ciekawy smak, bo były podane z  szyjkami rakowymi.

Moi znajomi jedli steki z Angusa i pieczoną kaczkę – podobno bardzo smaczne, a potem jeszcze zakończyli posiłek czekoladowym brownie z lodami. Ale wiecie co? Mój lekkostrawny obiad bardzo mi odpowiadał i po trzymiesięcznej diecie chyba rzeczywiście nawyki żywieniowe mi się zmieniły, bo nawet im nie zazdrościłam. Chyba straciłam ochotę na to, co w mojej diecie niewskazane (no, może poza słodkim, ale zawsze mam przy sobie torebkę bakalii na takie awaryjne sytuacje). A to pozwala mieć nadzieję, że efekty zmiany trybu życia będą jeszcze lepsze. Szczerze mówiąc – na to liczę!

Lekkostrawna dieta – moje pierwsze kroki >

< Siła kobiety

© Kobietą jestem i zaczynam dbać o siebie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci